Autor: Jacek Hugo-Bader

Okładka miękkaFotografie kolorowe i czarno-białeISBN 978-83-959208-0-6

Projekt okładki: Michał Hugo-BaderSkład: Aleksandra Fedorowicz-JackowskaFotografia na okładce: Jacek Hugo-BaderFotografie w środku tomu: Jacek Hugo-BaderZdjęcie autora: Lidia Sokal

Redakcja: Włodzimierz NowakRusycyzmy: Anna ŻebrowskaKorekta: Danuta Sabała

Wydawnictwo: HBM Hugo-Bader MediaKoordynacja projektu: Olga Hugo-Bader

Szkielet

(fragment książki Szamańska choroba, Jacek Hugo-Bader)

– Śmierci nie ma – Tatiana Sawienkowa z Krasnojarskiego Uniwersytetu Medycznego chrząka zakłopotana raz za razem jak dziecko w szkole, które musi odpowiadać, ale się nie nauczyło. – Ciało tylko ciągle zmieniasz. Ja nawet kiedyś odkopałam samą siebie…
– Boże wszechmogący… I ty się dziwisz, że koledzy z pracy mogą cię wziąć za wariatkę?
– Wcale się nie dziwię. Ale wiem na pewno, że to byłam ja.
Właśnie wtedy, w połowie lat dziewięćdziesiątych Tatiana narodziła się jako szamanka. Miejsce akcji – Chakasko-Minusińska Kotlina, stanowisko archeologiczne „Biały Jar” Rosyjskiej Akademii Nauk, na terenie którego uczeni prowadzili wykopaliska na kurhanie kultury tagarskiej, będącej elementem wojowniczego imperium syberyjskich Scytów z wczesnej epoki żelaza. To ogromny grobowiec dla ponad dwustu zmarłych, w którym mieszkańcy dużej osady chowali piętrowo swoich bliskich przez blisko cztery stulecia, ale kilka setek lat po ostatnim pochówku strop krypty grzebalnej zawalił się i cały kurhan runął do środka mieszając ciała w jedną plątaninę ludzkich kości.
Praca na tym stanowisku była dla Tatiany męczącą psychicznie, przedziwną zabawą puzzlami, układaniem dwustu obrazków składających się z dwustu sześciu elementów każdy, tyle, że ktoś wysypał je złośliwie na jeden stos.

W kulturze tagarskiej kobiety brały udział w wojnach na równi z mężczyznami. Któregoś dnia, kiedy paleoantropolożka kompletowała w wykopie szkielet trzydziestokilkuletniej wojowniczki, przyszła okropna burza. Bez deszczu jednak, ale pioruny waliły jeden za drugim. Wszyscy archeolodzy uciekają, chowają się po namiotach, ale Tatiany coś nie puszcza z miejsca, zostaje zupełnie sama, a potem słyszy żeński głos, który szepcze jej do ucha – „to ty”. A potem głos potężnieje, ale słowa tylko dwa – „to ty” i „to ty”. I tak wiele godzin, całą noc w świetle lamp, i ciągle tylko ochrypły głos kobiety, który woła, że „to ty”! A potem przychodzi sen albo halucynacja w wykopie ze szkieletem leżącym twarzą do dołu. Tatiana-wojowniczka w zbrojnej grupie wraca do swojej wsi z łupieżczej wyprawy, naprzeciw wybiega jej syn, dwunastoletni na oko chłopiec, który wskakuje na siodło do matki i przytula twarz do jej kolczugi, Tatiana-antropolożka rozpoznaje w nim nastolatka z powracającego przez całe obecne życie natrętnego snu, koszmaru sennego w zasadzie, w którym siedemnasto, może osiemnastoletni młodzieniec pyta ją, dlaczego go zostawiła, odeszła, uciekła? A ona tłumaczy, że wcale go nie zostawiła, tylko ją zabili, poległa w walce

– Dlaczego wojowniczka leżała twarzą do ziemi? – pytam Tatianę.
– Twarzą do dolnego świata chowali tych, którzy dużo w życiu nagrzeszyli.
– Na szkielecie były ślady śmiertelnych ciosów?
– Nie. Ale jak odnalazłam siebie w tym kurhanie, zostałam tym, kim jestem. Noc spędzona w dole ze swoim własnym szkieletem to była moja szamańska choroba.
– Masz tę wojowniczkę tutaj? – pytam szeptem i rozglądam się po regałach zastawionych kartonami.
– Nie. Po badaniu archeolodzy wrzucili wszystkie szkielety do dołu i zakopali, a w miejscu kurhanu powstała odkrywkowa kopalnia węgla. A to było przecież święte miejsce. Dawni ludzie dobrze o tym wiedzieli, nieprzypadkowo wybrali Biały Jar na założenie kurhanów, więc płacimy i będziemy płacili za ten grzech jeszcze długie lata. Stąd są te ciągłe katastrofy, które prześladują Rosję. Dlatego co roku w lecie na Syberii płonie tajga, stąd te straszne powodzie, przez to ciągle wybuchają u nas gazociągi, wycieka ropa i ludzie umierają w coraz młodszym wieku.
– Tamten rejon, a konkretnie miasto Minusińsk to miejsce, w którym jest najwięcej chorób nowotworowych w całej Rosji. Na dodatek zupełnie nie wiadomo dlaczego.
– Bośmy wjechali buldożerami w święte miejsce. Duchy nigdy nie wybaczą naruszania miejsc spoczynku.

Nauczycielem, mistrzem, duchem przewodnim uczonej nie może być ona sama, bo duch wojowniczki, to przecież dzisiejsza doktor Tatiana Sawienkowa. Jej przewodnikiem duchowym jest szaman, którego szkielet został wykopany nad rzeką Angarą, a potem trafił do jej zbiorów jako część kolekcji DNA.
Bo chciał być blisko Tatiany.
– To był potężny szaman – opowiada paleoantropolożka.
– U nas takich już nie ma. W Jakucji podobno jest jeden, staruszek, który zaszył się gdzieś w tajdze, ale nie mam pewności, czy jeszcze żyje. Bardzo potężny.
– Pokażesz mi szkielet twojego szamana?
– Nie. I coś ci powiem, ale nie możesz tego napisać. Obiecaj.
– Obiecuję.
– Zbadałam go dokładnie, opisałam szczątki, mają prawie dwa tysiąca czterysta lat. I już ich tutaj nie ma. On sam tak chciał. Miałam misję w swoim życiu i już ją razem z nim wypełniłam, więc mógł odejść, a szkielet… No, cóż… Był pożar w pracowni od prądu, mój szaman wziął ogień na siebie, więc pół szafy, w której był jego karton, spłonęło. Nikogo więcej, na szczęście, pożar nie ogarnął, a jego duch wcielił się w młodego szamana, mojego ucznia, pomocnika. Tyle ci wolno napisać.